Gdy na szali leży przyszłość największych walk wagi ciężkiej, pojawia się pytanie o sensowność pojedynku Tysona Fury'ego (34-1-1, 24 KO) z Agitem Kabayelem (25-0, 17 KO) o pas WBC. Choć sportowo ma to sens, to z perspektywy biznesowej, w kontekście wyczekiwanej walki z Anthonym Joshuą (30-3, 27 KO), byłaby to decyzja obarczona ogromnym ryzykiem.
Kabayel, znany ze swojej nieustępliwości i presji, prezentuje styl, który jest niezwykle niewygodny dla każdego rywala w królewskiej dywizji. Jego zdolność do zneutralizowania ofensywy i narzucenia własnego tempa walki sprawia, że jest „czarnym koniem”, zdolnym pokrzyżować plany nawet największym.
Dla Fury'ego, który z pewnością ma już w głowie lukratywne starcie z Joshuą, pojedynek z Kabayelem mógłby być pułapką. W przypadku potencjalnej porażki, miliardowy mecz między Furym a Joshuą mógłby legnąć w gruzach, a wraz z nim, marzenia o największych zarobkach w karierze obu Brytyjczyków. Czy „Cyganski Król” podejmie takie ryzyko?