Wejście z przytupem, taneczny krok i całkowity brak szacunku dla rywala – to miał być wielki wieczór Anthony'ego Hembricka. 12 czerwca 1990 roku w Fort Bragg rozgrzany do czerwoności prospekt wagi półciężkiej wyszedł do ringu, by odebrać pas USBA i ogłosić się nowym zbawcą amerykańskiego boksu. Zamiast tego zafundował kibicom pokaz czystego ringowego błazeństwa i jedną z najgłupszych porażek dekady.
Przed pierwszym gongiem Hembrick (wówczas 14-0, 8 KO) wraz ze swoim sztabem odstawił skomplikowany, choreograficzny układ taneczny. Publiczność złożona z żołnierzy 82. Dywizji Powietrznodesantowej, w której pięściarz wcześniej służył, szalała z zachwytu. Ale ring szybko zweryfikował te popisy. Najpierw faworyt poślizgnął się na wodzie we własnym narożniku, zanim padł choćby jeden cios. Choć wyższy o kilkanaście centymetrów „Hollywood” szybko zranił Bookera T Worda (16-1-1, 8 KO), to zgubiła go własna pycha.
Poczuł krew, opuścił ręce na wysokość bioder i ruszył po nokaut, całkowicie zapominając o obronie. Kara była natychmiastowa. Word odpalił potężny, bity z całej siły prawy nad ręką, który ściął faworyta jak worek kartofli. Sędzia popełnił błąd, pozwalając zamroczonemu Hembrickowi walczyć dalej. Ten lądował na deskach jeszcze dwukrotnie, aż sędzia Rafael Ramos przerwał te katusze w 2. minucie i 47. sekundzie pierwszej rundy. W tym samym czasie żona „Hollywooda” płakała na krześle przy ringu. Choć Hembrick odbudował później karierę i boksował o pasy mistrza świata z Leeonzerem Barberem oraz Henrym Maske, tamta kompromitacja na stałe wpisała się do historii boksu.