Wojna na wyniszczenie w Australii
Kibice zgromadzeni w Gold Coast Convention Centre byli świadkami jednego z najbardziej porywających starć tego roku na antypodach. Niepokonany dotąd Ben Mahoney (14-0-1, 7 KO) zaprezentował życiową dyspozycję w pojedynku z faworyzowanym Nikitą Tszyu (9-0-1, 8 KO). Po pełnych dwunastu rundach bezpardonowej wymiany ciosów sędziowie nie byli w stanie wskazać jednoznacznego triumfatora, punktując niejednogłośny remis.
Ciężkie ręce i dramatyczne zwroty akcji
Mahoney od pierwszego gongu narzucił brutalne tempo, zaskakując Tszyu agresją i precyzyjnymi kontrami z prawej ręki. Tszyu, kontynuujący pięściarskie dziedzictwo słynnego rodu, musiał przetrwać trudne momenty i szukać swoich szans w półdystansie. Pojedynek obfitował w potężne spięcia pod linami, a żaden z zawodników nie zamierzał oddać ani centymetra ringu.
Po ogłoszeniu werdyktu w obozie Mahoneya zapanowało spore rozczarowanie. Wielu ekspertów uważało, że to właśnie on zrobił wystarczająco dużo, by zadać pierwszą porażkę w karierze młodszemu z braci Tszyu. Rewanż wydaje się w tej sytuacji jedynym sprawiedliwym rozwiązaniem.