Nieuchwytny "Syn Boga"
Andre Ward (32-0, 16 KO), prawdziwy maestrowie szermierki na pięści, przez całą swoją karierę pozostawał niepokonany, stając się dla wielu synonimem bokserskiej perfekcji. Jego styl, połączenie techniki, inteligencji i zimnej precyzji, był niczym algorytm, którego nie potrafił rozpracować żaden z rywali. Próbował tego Chad Dawson, próbował Mikkel Kessler, a najmocniej, ze wszystkich sił, starał się to zrobić sam Carl Froch (33-2, 24 KO).
Froch: Król, który poległ
Froch, ikona brytyjskiego boksu, sam uznawany za twardego i bezkompromisowego wojownika, stanął naprzeciwko Warda w grudniu 2011 roku. To była bitwa dwóch nieugiętych mistrzów, ale wieczór w Boardwalk Hall w Atlantic City należał do Amerykanina. Ward zdominował Frocha, wygrywając jednogłośną decyzją sędziów i udowadniając swoją wyższość w turnieju Super Six World Boxing Classic. Mimo to, Froch nigdy nie unikał trudnych pytań, a jego opinia o Wardzie zawsze miała wagę.
Tylko jeden mógł go złamać?
Gdy Froch został niedawno zapytany o to, który z pięściarzy mógłby powstrzymać Warda, jego odpowiedź zelektryzowała świat boksu, mówiąc równie dużo o brytyjskiej dumie, co o geniuszu samego Warda. Ku zaskoczeniu wielu, "Cobra" wskazał na... Joe Calzaghe'a (46-0, 32 KO).
Warunek "Księcia Walii"
Froch szybko dodał, że warunek jest jeden: walka musiałaby odbyć się na warunkach Calzaghe'a. To nawiązanie do legendarnego stylu walki Walijczyka, jego niesamowitej aktywności i niezłomnej presji, która często onieśmielała rywali. "Książę Walii", podobnie jak Ward, zakończył karierę niepokonany, dzierżąc pasy mistrzowskie w wadze superśredniej. Froch, który mierzył się z oboma gigantami, ma unikalną perspektywę, aby ocenić ich umiejętności.
Co mówi ta opinia?
Wskazanie Calzaghe'a przez Frocha to nie tylko wyraz uznania dla rodaka, ale także subtelne potwierdzenie, jak wyjątkowym pięściarzem był Andre Ward. Jeśli nawet Carl Froch, który potrafił bić się z każdym, widzi tylko jednego człowieka zdolnego zagrozić Wardowi, i to pod konkretnymi warunkami, to tylko podkreśla skalę osiągnięć "S.O.G.'a". To dowód na to, że prawdziwi mistrzowie potrafią docenić mistrzów, nawet tych, którzy ich pokonali.