W State Farm Arena w Atlancie, niekwestionowana dominatorka kobiecego boksu, Claressa Shields (19-0, 4 KO), udowodniła, że nadal jest "Gwoździem", który potrafi wbić się w każdą przeciwniczkę. Po brutalnym, szóstorundowym boju z Australijką Kaye Scott, Shields odzyskała pasy WBC i WBA w wadze średniej, po imponującej kampanii zrzucania wagi.
Dla dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej, powrót do kategorii średniej był prawdziwym wyzwaniem. „To był piekielnie ciężki obóz treningowy”, przyznała Shields po walce. „Zeszłam o 38 funtów. Czternaście tygodni temu ważyłam 198 funtów, a potem zeszłam do 160. To było najbardziej zdyscyplinowane, co pamiętam od czasów igrzysk olimpijskich”. Scott, dla której był to zaledwie ósmy zawodowy występ, została poddana ciężkiej próbie. Jej narożnik interweniował, rzucając ręcznik w decydującej rundzie, aby uchronić ją przed dalszym laniem.
Teraz, gdy tron jest odzyskany, Claressa Shields ma już na celowniku kolejne ofiary. Na liście życzeń amerykańskiej gwiazdy znalazły się trzy potencjalne rywalki. Pierwszą z nich jest niepokonana walijska gwiazda, zunifikowana mistrzyni wagi półśredniej, Lauren Price (10-0, 2 KO). Shields jest gotowa wejść z nią do ringu w limicie 160 funtów. Kolejną kandydatką jest Kanadyjka Tamm Thiebault, również zunifikowana mistrzyni wagi średniej, dzierżąca pasy IBF, WBO oraz prestiżowy tytuł The Ring. Ostatnia na liście jest Mikaela Mayer, która 29 sierpnia stoczy bój z Chantelle Cameron w Anglii, co może zadecydować o jej przyszłości.
Shields, z właściwą sobie pewnością siebie, skomentowała perspektywy starcia z Thiebault: „Ona ma za sobą tylko pięć zawodowych walk, ale ma pasy. To nie moja wina, że te dziewczyny nie mają doświadczenia, które ja posiadam. Ona ma pas, który wiem, że należy do mnie – i to jest pas The Ring”. Te słowa brzmią jak wyraźna deklaracja wojny. Czy któraś z wymienionych pretendentek odważy się stawić czoła niezrównanej „Gwoździowi”? Czas pokaże, kto pierwszy wpadnie w sidła Shields.