Dana White ma dość! 'Joshua kontra Fury powinno się stać dekadę temu!' | Boxing24

Saga potencjalnej superwalki o prymat w królewskiej kategorii wagowej pomiędzy Anthonym Joshuą (30-4, 27 KO) a Tysonem Furym (36-2-1, 25 KO) osiągnęła nowy, irytujący poziom. Promotor UFC, Dana White, zaangażowany w mediacje, otwarcie wyraża swoje znużenie przeciągającą się kuriozalną przepychanką o miejsce pojedynku.

Zaufany człowiek ze świata sportów walki, Dana White, prezes Zuffa Boxing i sternik UFC, miał być jednym z architektów historycznego starcia pomiędzy gigantami wagi ciężkiej, Anthonym Joshuą (30-4, 27 KO) i Tysonem Furym (36-2-1, 25 KO). Jak sam ujawnił po sobotniej gali UFC 330, jego rola sprowadzała się do negocjacji umowy telewizyjnej oraz miejsca rozgrywki. Choć kontrakty na walkę pod koniec 2026 roku zostały rzekomo podpisane, ostatnie miesiące przypominają raczej telenowelę niż konkretne rozmowy.

Kluczową kością niezgody, która wciąż uniemożliwia ogłoszenie hitowego starcia, jest lokalizacja. Wprawdzie zarówno 36-letni Joshua, jak i 38-letni Fury to Brytyjczycy, którzy lwią część swojej kariery zbudowali na Wyspach, to właśnie tamtejsza ziemia jest teraz punktem spornym. Ekipa Joshuy, na czele z Eddiem Hearnem, upiera się przy organizacji walki w Wielkiej Brytanii. Jednakże Turki Alalshikh, główny inwestor, oraz Netflix, który ma transmitować pojedynek, optują za Stanami Zjednoczonymi. Na stole leży propozycja organizacji gali w legendarnej Madison Square Garden w Nowym Jorku, na którą ponoć wszyscy, poza obozem Joshuy, się zgodzili.

Stanowisko obozu Fury’ego jest jasne. Frank Warren, promotor 'Gypsy Kinga', powiedział w ubiegłym tygodniu dla BoxNation: „Oni [zespół Joshuy] mają swój kontrakt, Tyson ma swoją umowę, która mówi co innego. Walka się odbędzie. Słyszałem, co powiedział Eddie, i albo się zgodzą [na USA], albo nie. Jeśli się nie zgodzą, walka się nie odbędzie”. Taki ton nie wróży łatwych negocjacji.

Dana White, podobnie jak miliony kibiców na całym świecie, ma po dziurki w nosie tej wiecznej epopei. „Słuchajcie, ta cholerna saga… Zobaczymy, jak to się wszystko rozegra. To proste, albo chcą walczyć, albo nie” – wyrzucił z siebie sfrustrowany White. „Aby doszło do walki, dwóch facetów musi chcieć walczyć. Koniec i kropka. Kontrakty, to i tamto… W tej walce do wzięcia są grube miliony. Czy chcecie walczyć, czy nie chcecie? Mnie to lata, czy w jedną, czy w drugą stronę”.

„Mnie to naprawdę wisi. Chcecie walczyć, czy nie?” – powtórzył White, podkreślając swoje zniechęcenie. „Ta walka powinna się była odbyć dziesięć lat temu. Czy do niej dojdzie teraz? Zobaczymy”. Te słowa doskonale oddają nastroje w środowisku bokserskim, gdzie od lat marzono o pojedynku dwóch brytyjskich supergwiazd. Czas ucieka, a bokserski świat z utęsknieniem czeka na rozstrzygnięcie tej kuriozalnej sytuacji, która od dawna staje się symbolem patologii we współczesnym boksie zawodowym.