Świat boksu wstrzymał oddech, gdy zaczęły krążyć pogłoski o możliwym starciu pomiędzy amerykańskim bombardierem Deontayem Wilderem a ukraińskim geniuszem wagi ciężkiej, Oleksandrem Usykiem. Miałoby to być pożegnalne starcie dla „Bronze Bombera”, swoiste ukoronowanie jego burzliwej kariery, naznaczonej potężnymi nokautami i epickimi wojnami. Jednak za kulisami działo się coś, co mogło popchnąć Wildera w zupełnie innym kierunku.
Jak donoszą źródła bliskie negocjacjom, zanim rozmowy z obozem Usyka nabrały rumieńców, Deontay Wilder był bliski podpisania kontraktu na walkę z pewnym brytyjskim pięściarzem w Stambule, już tego lata. To byłaby zupełnie inna bajka – zamiast światowego megastarcia o gigantyczną stawkę, Wilder miałby zmierzyć się z mniej prominentnym rywalem, w znacznie skromniejszym anturażu. Od walki życia w Turcji, do potencjalnego pożegnania z królem wagi ciężkiej – tak niewiele brakowało, by historia potoczyła się inaczej.
Ta nagła zmiana planów tylko podkręca atmosferę wokół Wildera i jego przyszłości. Czy starcie z Usykiem rzeczywiście dojdzie do skutku, dając mu szansę na spektakularne zakończenie kariery na szczycie? Czy może brytyjski rywal w Stambule byłby dla niego lepszą drogą do odbudowy i powrotu na tron? Jedno jest pewne – z Wilderem nigdy nie jest nudno, a ringowa sensacja wisi w powietrzu.