Edgar Berlanga nie czeka na telefony i propozycje – on je prowokuje! Superśredniak, znany ze swojej siły ciosu i bezkompromisowego stylu, w sobotni wieczór rozpalił internet, publikując na swoim koncie na X (Twitterze) sugestywną grafikę. Na plakacie widnieje on sam, w parze z Jakiem Paulem, a stawką ma być walka w formule catchweight transmitowana na platformie Netflix. Co najciekawsze, do tej pory nikt oficjalnie nie ogłosił takiego pojedynku!
To zagranie Berlangi, znane w boksie jako call-out, to nic innego jak odważna deklaracja gotowości do starcia z jednym z najpopularniejszych celebrytów, którzy ostatnio próbowali swoich sił w boksie. Berlanga chce wielkiej walki, wielkich pieniędzy i wielkiego rozgłosu, a Jake Paul jest bez wątpienia maszyną do generowania tych trzech elementów. Amerykanin najwyraźniej uznał, że czas na to, by przestać czekać na ruch promotorów i samemu uformować swoją przyszłość.
Takie zagrywki, choć często wyglądają na spontaniczne, zazwyczaj mają ukryty cel. Czy jest to presja na jego własnych promotorów? Czy to próba wybadania nastrojów wśród kibiców i potencjalnych nabywców pay-per-view? Jedno jest pewne: Berlanga potrafi o sobie przypomnieć i potrafi wzbudzić kontrowersje, które w dzisiejszym boksie są na wagę złota. Choć walka nie jest potwierdzona, wyobraźnia kibiców już pracuje na pełnych obrotach.
Pojedynek z Jakiem Paulem to dla każdego pięściarza szansa na wypłatę życia i wejście na zupełnie nowy poziom popularności. Niezależnie od tego, czy to jedynie sprytna strategia marketingowa, czy realne dążenie do zorganizowania tego starcia, Berlanga właśnie zapewnił sobie uwagę mediów i pokazał, że nie boi się iść pod prąd. Czas pokaże, czy „The Problem Child” podejmie rzuconą rękawicę i czy zobaczymy ten „największy dzień wypłaty” w boksie, jak to określił sam Berlanga.