Ryan Garcia (25-1, 20 KO) po raz kolejny udowadnia, że w boksie to on rozdaje karty, przynajmniej jeśli chodzi o decyzje dotyczące jego kariery. Po epickim starciu z Devinem Haneyem (31-2, 15 KO) sprzed dwóch lat, które wstrząsnęło światem boksu, 'King Ry' nie czuje presji, by zafundować fanom natychmiastowy rewanż. Jak sam powiedział dziennikarzom magazynu The Ring, ma zupełnie inne plany i Haney musi cierpliwie poczekać na swoją kolej, jeśli w ogóle ona nadejdzie.
Garcia, obecnie panujący mistrz WBC w wadze półśredniej, nie pozostawia złudzeń co do swoich priorytetów. Po nadchodzącej, wyczekiwanej walce z Conorem Bennem (24-1, 15 KO) w Las Vegas, jego wzrok skierowany jest na najbardziej lukratywne i głośne pojedynki. Nie spieszy mi się z rewanżem
– powiedział Garcia, a jego słowa brzmią jak stal. Devin musi przetrawić tę porażkę. Ja idę po większe nazwiska.
To jasny sygnał, że Garcia widzi siebie w panteonie największych gwiazd, a walka z Haneyem, choć ważna, jest dla niego już zamkniętym rozdziałem – przynajmniej na razie.
Dla Haneya to z pewnością frustrująca sytuacja. Przez dwa lata czekał na szansę zrewanżowania się za bolesną porażkę, która odcisnęła piętno na jego nieskazitelnym dotąd rekordzie. Teraz, zamiast prostej drogi do drugiego starcia, musi zmierzyć się z odmową, która dodatkowo podgrzewa atmosferę rywalizacji. Czy cierpliwość Haneya zostanie nagrodzona? Czy Garcia ostatecznie ugnie się pod presją kibiców i promotorów? Jedno jest pewne: napięcie między tymi dwoma pięściarzami jest tak gęste, że można je kroić nożem, a ich drogi, prędzej czy później, ponownie muszą się skrzyżować. Pytanie tylko, kiedy i na jakich warunkach.