To była walka, której potrzebowali kibice. Jalil Hackett (13-1, 9 KO) stanął przed największym sprawdzianem w karierie i zdał go celująco, pokonując po 10-rundowej wymianie ciosów ambitnego Sergiya Derevyanchenkę (16-7, 11 KO). Sędziowie punktowali 98-92, 97-93 i 96-94, ale liczby nie oddają brutalności tego starcia.
Już od drugiej rundy, po przypadkowym zderzeniu głowami, twarz „Technika” z Ukrainy zaczęła przypominać maskę. Krew lała się strumieniami, jednak weteran ani myślał odpuszczać. Hackett, który początkowo boksował technicznie, w czwartej odsłonie postanowił pójść na żywioł i otwartą wojnę, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Amerykanin dominował dzięki szybkości, nękając zranione oczy rywala aż do ostatniego gongu. Mimo że Derevyanchenko w dziesiątej rundzie postawił wszystko na jedną kartę, Hackett utrzymał kontrolę. Po walce 23-latek z klasą oddał szacunek swojemu oponentowi, przyznając jednocześnie, że wciąż ma wiele do poprawy. Krótka piłka – Hackett właśnie zameldował się w szerokiej czołówce wagi średniej.