Sytuacja wokół pojedynku Anthony'ego Joshui z Tysonem Furym to od lat materiał na kiepski thriller, pełen chaosu i niekończących się spekulacji. Mimo że fani na Wyspach liczyli na historyczną noc na stadionie Wembley, potężni decydenci, w tym Turki Alalshikh oraz platforma Netflix, mają inne plany. Wymóg startu walki nie wcześniej niż o 2:00 w nocy czasu lokalnego, aby zadowolić globalne rynki, ostatecznie pogrzebał nadzieje na tradycyjny, wieczorny klimat brytyjskiego boksu.
Anthony Joshua (30-4, 27 KO) po perturbacjach w starciu z Kristianem Prengą w Arabii Saudyjskiej oraz Tyson Fury (36-2-1, 25 KO), który niedawno męczył się siedem rund z Mariuszem Wachem, mają wejść do ringu w listopadzie. Rywalizacja obu panów sięga aż 2010 roku, kiedy to młody Fury opowiadał, że Joshua podczas sparingów posłał go na deski. Teraz, po latach wzlotów, upadków i zmian mistrzowskich pasów, ring ma ostatecznie zweryfikować, kto rządzi w królewskiej dywizji.