Kolejny zwrot akcji w epickiej sadze o walce Anthony'ego Joshuy (29-3, 26 KO) z Tysonem Furym (35-0-1, 25 KO). „AJ” jasno zasygnalizował, że preferuje starcie w swojej ojczyźnie i jest gotów zrezygnować z lukratywnego pojedynku, jeśli jego lokalizacja miałaby zostać zmieniona na USA. Ta postawa to odważny ruch, który może być odebrany jako obrona honoru i interesów brytyjskich kibiców.
Decyzja Joshuy o potencjalnym zerwaniu negocjacji to nie tylko kwestia zasady. W tle rysuje się frustracja związana z ciągłymi zmianami warunków i niepewnością wokół organizacji tej batalii. Dla „AJ-a” stawką jest coś więcej niż tylko pieniądze - to także walka o szacunek i możliwość zaprezentowania się przed własną publicznością w historycznym pojedynku. Jego promotorzy z Matchroom od dawna walczą o Wembley jako miejsce pojedynku.
Taki impas stawia przyszłość starcia wagi ciężkiej pod dużym znakiem zapytania. Czy obóz Fury'ego będzie skłonny ustąpić, czy też zobaczymy, jak jedna z najbardziej oczekiwanych walk tej dekady rozpada się na kawałki z powodu sporu o lokalizację? Kibice z całego świata z niepokojem obserwują ten bokserski teatr absurdu.