Ring w USC Galen Center w Los Angeles był świadkiem kolejnego popisu siły ze strony Lestera Martineza. Gwatemalski „Cień” od początku narzucił swój styl, dominując nad twardym, lecz ostatecznie bezradnym Luką Planticem (6-1, 2 KO). Walka, choć momentami zacięta, zakończyła się technicznym nokautem w dziesiątej rundzie, gdy narożnik Chorwata podjął decyzję o przerwaniu pojedynku.
Martinez, z imponującym bilansem 17-0, z czego aż 15 zwycięstw zanotował przed czasem, po raz kolejny potwierdził, że jest siłą, z którą trzeba się liczyć w wadze super średniej. Jego nieugięta presja i ciężkie ręce okazały się zbyt dużym wyzwaniem dla Plantica, który do tej pory pozostawał niepokonany. To zwycięstwo otwiera Martinezowi drzwi do największych walk w dywizji.
„Jestem gotowy na największe wyzwania. Czekam na zwycięzcę walki Canelo-Mbilli. Chcę pasów!” - zadeklarował Martinez, posyłając jasny sygnał w kierunku ścisłej czołówki. Czy Canelo, czy Mbilli - obaj muszą być czujni. W tej wadze pojawia się nowy, groźny drapieżnik.