Tragiczny finał: Prichard Colon nie żyje w wieku 33 lat, jedenaście lat po feralnej walce | Boxing24

Bokserski świat pogrążył się w żałobie. Prichard Colon, pięściarz, którego karierę brutalnie przerwał uraz mózgu odniesiony podczas ringowej bitwy, odszedł w wieku zaledwie 33 lat. To smutny symbol bezwzględności sportu, który tak kochał.

„Dzień dobry wszystkim. Z żalem informuję o odejściu mojego syna Pricharda z tego ziemskiego świata. Jest teraz w lepszym miejscu” – te rozdzierające słowa ojca, Richarda Colona, pojawiły się dziś w mediach społecznościowych, obwieszczając tragiczną wiadomość. Prichard, który od lat walczył o powrót do zdrowia po fatalnym pojedynku, ostatecznie przegrał swoją najtrudniejszą walkę poza ringiem.

Urodzony na Portoryko pięściarz doznał krwotoku mózgowego w 2015 roku, podczas walki z Terrellem Williamsem. To był pojedynek naznaczony kontrowersjami, w którym Colon dwukrotnie lądował na deskach, ostatecznie przegrywając przez dyskwalifikację po ciosach zadanych w tył głowy. Po walce poczuł się źle i natychmiast trafił do szpitala.

221 dni w śpiączce – tak długo trwała dramatyczna walka Colona o życie. Po wybudzeniu nie był w stanie chodzić i nigdy nie odzyskał pełnej sprawności. Promotor tamtego pojedynku, Al Haymon, wspierał Pricharda i jego rodzinę przez wszystkie te lata, co pokazuje, że nawet w najtragiczniejszych okolicznościach, boks potrafi pokazać ludzką twarz.

Ojciec Pricharda dodał: „Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, aby spełnić jego życzenie, jego marzenie o zabraniu go na wakacje do Portoryko, czego tak bardzo pragnął, ale to nie było możliwe. Dziękuję za tyle lat miłości i modlitw. Proszę, módlcie się za nas, ile możecie”. Wciąż nie jest jasne, czy bezpośrednią przyczyną śmierci były obrażenia odniesione w ringu, lecz związek z tamtą walką jest bezsprzeczny. Historia Pricharda Colona na zawsze pozostanie przestrogą i bolesnym przypomnieniem o cenie, jaką czasem płaci się za marzenia o chwale na bokserskim ringu.