Kiedy bukmacherzy stawiali Simpsona jako faworyta pierwszego starcia, mało kto spodziewał się, że Williamson zgotuje mu piekło i zatrzyma go w dziesiątej rundzie. To była bolesna lekcja dla "Ulubieńca z Barnsley", który w grudniu ubiegłego roku musiał przełknąć gorycz porażki po dziewiętnastu wygranych. Dziś Simpson udowodnił, że potrafi wyciągać wnioski, a głód zemsty był paliwem napędowym, które pchnęło go do zwycięstwa.
Rewanż, który odbył się w Leeds Arena, rozpoczął się dynamicznie. Williamson, zapytany wcześniej o radę dla rywala, z uśmiechem rzucił: "niech trzyma ręce wysoko!". Na potwierdzenie swoich słów, już w pierwszej minucie walki posłał celny prawy, a potem kolejny tuż przed gongiem. Druga runda przyniosła eskalację wymiany ciosów – Williamson uderzał na tułów, by za chwilę Simpson, już pod okiem nowego trenera Roberta McCrackena, odpowiadał ostrymi strzałami na górę. Lewy hak Simpsona wyraźnie naruszył Williamsona, który choć sam rozciął łuk brwiowy, pokazał, że nie zamierza tanio sprzedać skóry.
W trzeciej i czwartej rundzie Simpson przejął inicjatywę. Długie, szybkie serie zepchnęły Williamsona do narożnika. Celny prosty, a potem potężny prawy podbródkowy niemal posłały 34-letniego Williamsona na deski, ale ten z heroizmem przetrwał. Akcja była porywająca, pełna dramatyzmu i nieprzewidywalności. Mimo to, Williamson przypomniał o sobie w czwartej rundzie, kiedy lewym hakiem z bliskiego dystansu wstrząsnął Simpsona. To była szermierka na pięści, w której nikt nie zamierzał się poddawać.
McCracken przed piątą rundą wezwał Simpsona do spokoju i wiary w siebie. Efekt był natychmiastowy – Simpson kontynuował swoją dominację, spychając rywala na liny i zasypując go ciosami. Szósta i siódma odsłona to dalszy ciąg intensywnej pracy Simpsona, który z rundy na rundę budował przewagę punktową. Choć Williamson, po ataku, wyglądał na chwiejącego się, jego doświadczenie pozwalało mu nadal stanowić zagrożenie. Lewy cios mistrza w ósmej rundzie był jego najlepszym momentem w tej fazie walki, sprawiając, że Simpson po raz pierwszy poczuł się nieswojo.
Kluczowe okazały się rundy dziesiąta i jedenasta. Wtedy to Simpson, zdeterminowany i skoncentrowany, udowodnił, że to on odrobił lekcję po pierwszej walce. Kontrolował dystans jabem i prawym, nie pozwalając Williamsonowi na oddech. Zdesperowany Williamson szukał otwartych wymian, co tylko tworzyło kolejne luki w jego obronie. Finałowa runda była prawdziwym fajerwerkiem, gdzie obaj zawodnicy szli na całość. Simpson był naruszony w ostatnich sekundach, ale to było za mało, by odwrócić losy pojedynku. Sędziowie byli jednomyślni: 116-112, 117-112 i 115-113 dla Simpsona.
„Czułem się niesamowicie” – powiedział Callum Simpson po walce, tłumacząc swoją grudniową porażkę pękniętą błoną bębenkową. „Naprawdę nie chciałem, żeby to było aż tak ekscytujące. Mój plan zakładał boksowanie... Dziś wieczorem pokazałem trochę więcej. Chcę się uczyć i stawać się lepszym. W poniedziałek wracam na salę.” Po tak emocjonującym rewanżu kibice mogą być pewni, że przyszłość wagi superśredniej zapowiada się niezwykle intrygująco!