Świat boksu lubi dywagować, szczególnie gdy na arenę wkraczają hipotezy o „zakazanych walkach”. Ostatnio na tapet wzięto potencjalne starcie dwóch generacyjnych talentów – emerytowanego już Terence'a „Buda” Crawforda (40-0, 31 KO) i wschodzącej gwiazdy Jaron ‘Boots’ Ennisa (33-0, 29 KO). Do tej dyskusji z hukiem włączył się Tim Bradley, dwukrotny mistrz świata, który nie hamował się w swojej bezpardonowej ocenie.
Crawford, który przeszedł na zasłużoną sportową emeryturę po karierowym triumfie nad Canelo Alvarezem w wadze super średniej, pozostawił po sobie pustkę, a co ważniejsze – niepokonany rekord. Jego powrót na ring wydaje się być mrzonką, ale wizja konfrontacji z Ennisem, nowym królem wagi półśredniej, rozpala wyobraźnię fanów. I właśnie tutaj wkracza Bradley ze swoją brutalną szczerością.
„Crawford bezlitośnie znokautowałby Ennisa, gdyby ten emerytowany supergwiazdor ponownie założył rękawice” – rzucił Bradley, dostarczając bezwzględny werdykt nokautem na potencjalnej potyczce Crawford-Ennis. To słowa, które uderzają jak prawy prosty, rozwiewając wszelkie wątpliwości tych, którzy wierzą w niepokonanego „Bootsa”.
Opinia Bradleya, człowieka który sam mierzył się z największymi, ma swoją wagę. Oznacza to, że mimo olbrzymiego talentu, siły i błyskotliwości Ennisa, doświadczenie i arsenał umiejętności Crawforda są dla niego barierą nie do przeskoczenia. „Bud” to pięściarz, który potrafił dostosować się do każdego rywala, dyktować warunki i zakończyć walkę w spektakularny sposób. Widocznie w oczach Bradleya, nawet młody, żądny krwi Ennis, w „jaskini lwa” zostałby rozerwany na strzępy. Czy ta odważna prognoza okaże się prorocza, czy też pozostanie w sferze bokserskich marzeń, to już inna kwestia, bo szans na ten pojedynek praktycznie nie ma. Ale jedno jest pewne – Tim Bradley swój pogląd na tę „walkę marzeń” wyraził jasno i bez ogródek.