Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, czy William Zepeda (34-1, 27 KO) wróci na szczyt po bolesnej lekcji od Shakura Stevensona, to sobotnia noc w Virgin Hotels Resort Casino rozwiała je bez reszty. Meksykański wojownik wszedł do ringu jak po swoje, fundując Lamontowi Roachowi Jr (24-2-1, 9 KO) prawdziwe piekło między linami. Werdykt sędziów był formalnością – 118-110 i dwukrotnie 117-111 dla nowego mistrza WBC.
Od pierwszego gongu Zepeda narzucił mordercze tempo. Jego styl to nieustanna presja, ciosy bite seriami i bezwzględne szukanie luk w defensywie rywala. Już w drugiej rundzie było widać, że Roach traci ochotę na wymiany w półdystansie, a każda kolejna odsłona tylko pogłębiała jego defensywę. Meksykanin miksował uderzenia na górę i dół, co kompletnie rozbiło plan taktyczny Amerykanina.
Dla Zepedy to historyczny wieczór. Dołączył do elitarnego grona meksykańskich legend, w tym samego Julio Cesara Chaveza Seniora, którzy sięgnęli po pas WBC w wadze lekkiej. Po tej demolce nikt już nie pyta, czy jest w światowej czołówce. On po prostu nią rządzi.