Southampton eksplodowało! Ponad 11 tysięcy kibiców na stadionie St Mary's obejrzało wojnę, której w ringu nie da się zapomnieć. 28-letni Ryan Garner (13-0, 8 KO) oraz niezwykle twardy Włoch Michael Magnesi stworzyli spektakl godny największych aren świata. Od pierwszego gongu obaj ruszyli na siebie bez kalkulacji. „Mogli boksować w budce telefonicznej. W trzeciej rundzie nawet nie drgnęli spod lin, tylko ładowali cios za ciosem. Coś niesamowitego!” – zachwycał się legendarny promotor Frank Warren. Garner ostatecznie wygrał jednogłośną decyzją sędziów, zdobywając pas WBC interim w wadze super piórkowej.
Cena za sukces była jednak potworna. Po końcowym gongu potwornie wycieńczony Garner nie był w stanie wyjść do dziennikarzy. Siedział w szatni z ręcznikiem na głowie, walcząc z mdłościami. Trener Wayne Batten nie potrafił powstrzymać łez szczęścia. Dla niego to zwieńczenie obietnicy, którą Warren złożył mu dziewięć lat temu. Droga Garnera na szczyt była wyboista – imprezy, złe wybory życiowe i brak dyscypliny o mało nie złamały mu kariery. „Frank stał za nim mur-beton, kiedy inni chcieli go skreślić. Ryan dorósł, został ojcem i dzisiaj zebrał owoce tej ciężkiej pracy” – mówił wzruszony szkoleniowiec.
Włoch Magnesi tanio skóry nie sprzedał, udowadniając klasę i wielkie doświadczenie – w karierze przegrywał dotąd wyłącznie z mistrzami świata. Teraz przed Garnerem otwierają się drzwi do wielkich walk na stadionach. Warren już przebąkuje o hitowym, brytyjskim starciu z Anto Cacace. Jedno jest pewne – w Southampton narodziła się nowa gwiazda, a St Mary's Stadium z pewnością jeszcze nie raz ugości swojego bohatera.