Żelazna wola mistrza: Joe Gallagher znowu na wojnie z rakiem! 'Nie zamierzam zwalniać tempa!' | Boxing24

Bokserski świat wstrzymuje oddech! Joe Gallagher, jeden z najbardziej cenionych i rozpoznawalnych trenerów w Wielkiej Brytanii, znów stanął do arcytrudnej walki poza linami ringu – rak wrócił, atakując jego wątrobę na początku bieżącego roku. Mimo piekielnych przejść, „Gaffer” ani myśli zwalniać tempa, celując w operację we wrześniu i pełen powrót do trenerskiej misji.

To historia, która raz jeszcze udowadnia, że prawdziwy duch walki hartuje się nie tylko w blasku reflektorów. W grudniu 2025 roku Joe Gallagher triumfował na Konwencji WBC w Bangkoku, odbierając owacje za niezwykłe zwycięstwo nad rakiem wątroby i jelita grubego w czwartym stadium. Wtedy, celebrując każdą sekundę życia, obiadował z Roberto Duranem, żartował z Oleksandrem Usykiem i snuł plany na 2026 rok dla swojej stajni utalentowanych pięściarzy: Mikie Tallona, Frazera Clarke'a, Taza Nadeema, Zelfę Barretta i wielu innych. Optymizm bił od niego jak z ringu po nokaucie.

Jednak początek bieżącego roku przyniósł brutalny cios. Rutynowe badania kontrolne wykazały, że „skurczybyk” wrócił, ponownie atakując jego wątrobę. „Rak wrócił na początku roku do mojej wątroby, skurczybyk” – wyznał Gallagher w rozmowie z BoxingScene. – „Jest w czterech różnych obszarach [mojej wątroby], z czego jeden leży na żyle, która pomaga krwi przemieszczać się z nóg do głowy”. Początkowo usłyszał, że szanse na operację są „dwa na dziesięć”, a na leczenie zachowawcze „sześć na dziesięć”. Jednak po drugiej opinii w kwietniu, i przejściu chemioterapii, operacja stała się realistyczną perspektywą.

„Byłem tak wściekły, że musiałem przejść chemioterapię, bo czułem się znowu w szczytowej formie” – wspominał. – „Frazer [Clarke] właśnie walczył z [Justisem] Hunim, a ja byłem znowu na posterunku. Ale potem znowu musiałem przez to przechodzić”. Do końca lipca, po siedmiu cyklach „chemo koktajli” i tymczasowym pożegnaniu z włosami, jeden z najbardziej szanowanych trenerów w boksie znosił ciężar leczenia, od 90-minutowych sesji na krześle po 48-godzinne podłączenie do aparatury z chemią. Dodatkowe zastrzyki na zwiększenie białych krwinek „naprawdę mnie powaliły” – przyznaje Gallagher. Ma nadzieję, że następny etap leczenia będzie ostatnim. „Powiedzieli, że teraz jest operowalny, co nastąpi na początku września, więc trzymajmy kciuki” – dodał.

Mimo wszystkich przeciwności, 57-letni „Gaffer”, który w 2026 roku odnotował trenerski bilans 22-2 dla swoich jedenastu pięściarzy, odzyskał swój słoneczny nastrój. „Jak widać, nowy sezon, nowa fryzura” – zaśmiał się, publicznie mówiąc o swojej walce z rakiem po raz pierwszy w programie TalkSport. „Słuchajcie, to był cios w 'klejnoty' na początku roku, po tym, przez co przeszedłem w zeszłym roku z rakiem jelita i wątroby, a teraz to znowu wróciło” – skomentował. – „Naprawdę nic o tym nie mówiłem, po prostu trzeba iść dalej. Nie masz na to wpływu, ale ilość chemioterapii i ilość leków, które bierzesz, widać [efekt]. Tym razem uderzyło mnie to trochę mocniej”. Niezależnie od wszystko, Gallagher nie planuje zwalniać tempa. „Bez zwalniania” – powiedział. – „Pozbyć się operacji, wielki koniec roku, a rok 2027 to czas, kiedy idziemy po wszystkie tytuły”.